Pościgi samochodowe tematem filmowych opowieści

Czy pamiętacie słynną scenę pościgową z filmu Quentin’a Tarantino “Grindhouse: Death Proof “? Film łączy typowy horror
z kinem akcji pełnym samochodowych pościgów. Zainspirowani ostatnimi wydarzeniami wokół rajdu Dakar, który niespodziewanie został odwołany - przypominamy filmy związane z tą tematyką.

1. “Grindhouse: death proof”, reż. Quentin Tarantino

Dla najpopularniejszej didżejki w Austin, Jungle Julii (Sydney Tamiia Poitier) oraz jej dwóch przyjaciółek Shanny (Jordan Ladd) i Arlene (Vanessa Ferlito) noc jest najlepszą okazją, by porządnie się zabawić. Cała trójka wyrusza więc z Guero do teksaskiego Chili Parlor. Ich wyprawa nie pozostaje niezauważona… W ślad za dziewczynami potajemnie udaje się Stuntman Mike (Kurt Russell), facet, który lubi seks, alkohol i ostrą jazdę, ale przede wszystkim kocha zabijać… Zwłaszcza młode, seksowne dziewczyny, na które działa jak magnez. On i jego diaboliczny samochód są postrachem każdego miasta, w którym się pojawiają.

Oto słynna scena poscigowa:

2.  ”Mistrz kierownicy ucieka”, reż. Hal Needham

Szeryf “Smokey” Justice (z ang. Sprawiedliwość) ma zostać przyszłym teściem Carrie. Tymczasem Bandyta, wyścigowiec samochodowy, zakłada się, że w ciągu 28 godzin przewiezie towar z Texasu do Atlanty. Robiąc to łamie oczywiście wszystkie przepisy oraz zabiera Carrie, prawie sprzed ołtarza. Szeryf Smokey ściga go nie tylko za wykrocznenia drogowe ale i za Carrie … Film ten to jeden wielki pościg samochodowy.

3.  ”Szybcy i wściekli”, reż. Rob Cohen

Dominic Toretto (Vin Diesel) ulice Los Angeles traktuje jak swój własny tor wyścigowy. Przynajmniej kilka godzin dziennie spędza za kierownicą swojego supernowoczesnego samochodu, trenując i przygotowując się do wyścigów, przeprowadzanych nielegalnie pod osłoną nocy za ogromne stawki - 10.000$. Rzadko kto jest w stanie zmierzyć się z Dominicem, sterującym tym już nie samochodem, ale pojazdem przypominającym bardziej rakietę, z kontrolowanym komputerowo wtryskiem paliwa, za sprawą którego samochód niemalże unosi się nad ziemią.

Brian (Paul Walker) jest równie zafascynowany tym niebezpiecznym światem co Domminic. Jest młody, żądny wrażeń i gotowy na wszystko, aby zmierzyć się z granicami swoich możliwości. Stara się robić wrażenie obytego ze środowiskiem wyścigowych ‘twardzieli’, ale dla większości z nich jest typem bogatego białego sztywniaka.

Brian, walcząc z tym stereotypem stara się zdobyć uznanie w oczach Dominica, jedynym zaś sposobem, żeby to osiągnąć jest sprawdzenie się za kółkiem samochodu. Po niespodziewanym spięciu z bezwzględnym Johnnym Tranem
(Rick Yune), Dominic wystawia ostatecznie Brianowi ‘pozytywną opinię’. Siostra Doma, Mia (Jordana Brewster)nie pozostaje obojętna na męski urok i siłę Briana. Jest tylko jeden problem - rodzeństwo nie zdaje sobie
sprawy, że chłopak jest gliniarzem…

4.  ”Za szybcy, za wściekli”, reż. John Singleton

FBI w Miami bezskutecznie usiłuje znaleźć podstawę do aresztowania Cartera Verone, biznesmena, który zajmuje się praniem brudnych pieniędzy. Jedyną drogą do namierzenia Verone’a staje się wejście w środowisko nielegalnych wyścigów samochodowych, Misja jest tajna, niebezpieczna, a podejmuje się jej eks-policjant Brian O’Connor. Pomaga mu przyjaciel z dzieciństwa, Roman Pearce, również miłośnik szaleńczo szybkiej jazdy.

5. ”Znikający punkt”, reż. Richard C. Sarafian

Kowalski - były kierowca rajdowy zatrudnia się w firmie dowożącej samochody. Jako zadanie dostaje przewiezienie sportowego wozu Dodge Challenger rocznik 1970 z Kolorado do Kaliforni. Wkrótce okazuje się że czas realizacji zadania nie może przekroczyć 15 godzin. Po kilku wykroczeniach drogowych Kowalskiego zaczyna ścigać policja. Jednocześnie do akcji włącza się niewidomy DJ radiowy - ostrzega on kierowce przed patrolami policyjnymi. Policja postanawia jednak za wszelką cenę ukarać niepoprawnego kierowcę…

‘Reprise’ wkrótce w kinach

 

Jeden z ciekawszych filmów wrocławskiego festiwalu filmowego Era Nowe Horyzonty już wkrótce na ekranach polskich kin.

“Reprise” to jeden z ciekawszych i oryginalniejszych filmów w polskich kinach od kilku dobrych miesięcy. Tym razem debiut rzeczywiście oznacza nową jakość, a nie garść kalek i schematów z pretensjami do wielkości. Tylko pozazdrościć młodemu twórcy umiejętności głębszego oddechu i finezji narracyjnej, a Norwegom – takich debiutantów.

Bohaterami filmu są Erik i Philip. Obaj mają niewiele ponad dwadzieścia lat i wielkie literackie ambicje. Chcą coś stworzyć, zostawić po sobie ślad, przeżyć prawdziwie życie, znaleźć miłość itd. Nie różnią się niczym od większości z nas w młodości. No właśnie… czas dorosnąć. Nie wszystko da się opowiedzieć od nowa, jeszcze raz. Za wszystko trzeba w życiu płacić, także za miłość czy sztukę. Tyle streszczenia i banałów, film po prostu trzeba zobaczyć.

Zamiast zadawać podstawowe pytanie ze szkoły: “co artysta miał na myśli”, lepiej zapytać, czym jest “Reprise”. Obraz Triera to zarazem pełna melancholii, ale i poczucia humoru rozprawa z młodością i marzeniami; film o sztuce i cenie, jaką się za nią płaci; rozprawa o miłości i pewnego rodzaju eksperyment formalny. Tworząc dzieło wielowarstwowe, zawsze ryzykuje się ześlizgnięcie w chaos lub powierzchowność. A jednak reżyserowi udało się stworzyć film niezwykle spójny, w którym poszczególne elementy z jednej strony stanowią autonomiczne całości, z drugiej niczym w kalejdoskopie układają się w harmonijny wzór.

Dzieło Triera to także swojego rodzaju metatekst, rozprawa o samym mechanizmie tworzenia. Istotną rolę w filmie pełni narrator, który jest autonomicznym bohaterem, swobodnie posługując się chronologią. Momentami wygląda to tak, jakbyśmy byli świadkami tworzenia dzieła, współuczestnikami procesu narracji, która to narracja sama w sobie jest właściwym bohaterem filmu. Co jednak istotne, zabawa narracją nie jest pustym formalnym eksperymentem, ale koresponduje z samą opowiadaną historią, dopełniając portrety bohaterów.

Trier umie opowiedzieć swoją historię efektownie, ale nie efekciarsko. Unika patosu i taniego sentymentalizmu. Doskonale waży emocje i buduje portrety. Nie dość, że opowiada niebanalną historię w niebanalny sposób, to robi to z niezwykłą lekkością i polotem. Podsumowując od nowa i raz jeszcze: “Reprise” to czechowowskie w duchu dzieło o wszystkim i o niczym przepuszczone przez “Zeszłego roku w Marienbadzie” Alana Resnais i wymieszane w słodko-gorzkim klimacie kina skandynawskiego. Lub inaczej i mniej napuszenie – po prostu kawał znakomitego kina.

O filmie “Reprise” czytaj również:

Ciekawa recenzja Pawła Mossakowskiego

Wszystkie informacje o: filmach pokazywanych na ostatnim festiwalu Era Nowe Horyzonty,  ciekawych wydarzeniach, spotkaniach z twórcami i krytykami filmowymi, oraz informacje o twórcy festiwalu Romanie Gutku znajdziesz tutaj.